|
|
Było to w 2001 roku. Pojechałem do Wrocławia do kolegi i jeszcze przejść się trochę po górach. Ofiarą padły Karkonosze. Niestety nie wiedziałem, że pogoda w Karpaczu bezśnieżna i temperatura ok. 7 stopni pow. zera, oznacza na szczycie totalna zimę. Byłem na to przygotowany oczywiście, jako, ze w zimę w góry jeździłem, niestety wjazd wyciągiem krzesełkowym okazał sie bardzo bolesny, bo zastawiony wielkim plecakiem nie bardzo mogłem się ubrać, podczas gdy krajobraz szybko zmieniał się w totalną zimę.
Po dotarciu na górę - znowu niemiłe przeżycia, bo mgła była dość solidna - widoczność 20 metrów, która podczas wędrówki w kierunku przełęczy Karkonoskiej spadła do 2 metrów. Brodzenia w śniegu po kolana i po pas w poszukiwaniu kolejnego słupka na trasie przyjaźni nie zapomnę do końca życia. Następny dzień - po nocy spędzonej w Odrodzeniu - zaobfitował stwierdzeniami - "O tu jest punkt widokowy, ale ja widzę tylko mgłę". Jedynie przez 3 minuty mgła się odrobinę uniosła, co wystarczyło do zrobienia zdjęcia. (...) Aha - jak doszliśmy do Hali Szrenickiej - jakoś nam się wierzyć nie chciało, że powyżej była tylko mgła i śniegu po kolana...
Copyright © 2003 Michał Gogolewski