Powrót do strony relacjiKontakt Relacje

Góry Bialskie i Złote

18 - 19 września 1999 r.

Pociągiem Wrocław-Kłodzko i dalej do Stronia Śląskiego - ostatnio często pokonywaną przez nas trasą - ponownie trafiamy we wschodnią część Kotliny Kłodzkiej. Z dworca PKP do centrum, dalej - szlakiem żółtym - w góry. Przez Goszów, gdzie, jak co chwilę informują nas drogowskazy można samemu zapolować w stawie rybnym i na zwykłe patyki złowić taaakiego pstrąga. Co ciekawsze, może on od razu trafić na ruszt i... smacznego. Tego typu atrakcji pojawiło się w okolicy sporo. Więc jeśli ktoś ma ochotę na słodkowodne ryby... My idziemy dalej, niestety, nie stać nas...

Również w Goszowie znajdujemy jednak inną ciekawostkę. Na drodze z białego żwirku znajdujemy prawdziwe ametysty. To samo znajdujemy na innych szlakach. Jeśli więc będziecie w tych okolicach chodzili po świeżo wysypanych drogach to szukajcie fioletowych kamyczków, to właśnie ametysty - odmiana kwarcu zawdzięczająca swoją barwę domieszkom żelaza. Wartość jubilerską mają niewielką, ale są ładną pamiątką.

Po lewej ręce mamy charakterystyczne góry Łysiec (964 m) i Gołogórę (977 m) (charakter zgodny z nazwą). Dalej, przed nami i ukryta za lasem - Czernica (1083 m), cel naszej drogi. "Słoneczko" na mapie oznacza punkt widokowy, liczymy na ciekawe ujęcia choć widoczność nie jest najlepsza. Tymczasem wspinamy się na przełęcz Dział (922 m). Jest parno i duszno, wilgotność powietrza chyba 100%, bo absolutnie nie wysychamy. Strasznie to męczy. Tuż przed przełęczą trafiamy na szlak niebieski i szałas, gdzie ewentualnie można przenocować. A propos: kolega ubolewał kiedyś, że w Sudetach nie ma miejsc, gdzie - tak jak w Beskidach, czy Gorcach - można by spędzić noc w górach bez dźwigania namiotu; dlatego myślę, że niedługo zrobimy mapę szałasów, których, jak mogliśmy zaobserwować, wcale nie jest tak mało. Tuż przed przełęczą spotykamy pierwszych (i ostatnich) tego dnia turystów.

Droga na Przełęcz Dział (fot. ŁM)Na Czernicę trafiamy, o dziwo, szlakiem czerwonym. W krzakach, poniżej szczytu gubimy bowiem szlak żółty i zwierzęcymi ścieżkami trafiamy na drogę, którą planowaliśmy schodzić. Bywa. Na szczycie, zamiast obiecanych widoków na okolicę możemy podziwiać świeżo porosły las. Kilkuletnie świerki zasłaniają wszystko w koło. Robimy chwilę przerwy, którą przerywają grzmoty. Burza we wrześniu? Tak właśnie! Trzeba się zwijać, a do Gierałtowa 1,5 godziny. Początek, przecinką, na krechę w dół. Nie cierpię takich dróg. Moje nogi również. Jak wynika z mapy, po drodze powinniśmy mijać leśniczówkę. Może się tam zatrzymamy. Na razie pada tylko trochę, więc idziemy dalej, do Gierałtowa na przystanek PKS. Mokniemy, ale nie jest tragicznie, ot, taki tam deszcz. Zaczyna się ciekawie, gdy już jesteśmy schowani pod daszkiem. W ciągu pięciu minut przyjeżdża autobus (jeden z trzech w ciągu dnia) i trafiamy do Lądka Stójkowa. Tam, w Słonecznej Dolinie, gdzie można w miarę tanio przenocować. Rozkładamy się na sianie, tuż nad stajnią. W nocy słychać więc pochrapywanie i tupanie koni a rano budzą nas harce małych kociaków.

Wczesnym rankiem (o godz. 10 ) śniadanie i w miarę szybki wymarsz. Mamy zamiar dojść do Złotego Stoku. Z mapy układamy marszrutę na 5 godzin. Trochę marudzę Łukaszowi, że bolą mnie nogi i w ogóle pogoda niepewna, jest mi źle i iść się nie chce, w odwodzie zostawiamy więc sobie autostop lub autobus. W Lądku Zdroju drogowskazy wskazują cztero i pół godzinną trasę szlakiem czerwonym (Orłowicza). Myślę, że tyle to jednak wytrzymam. Dzień, niby chłodny i bez słońca, ale równie duszny i parny co poprzedni. Po chwili podejścia nogi mamy oblepione nogawkami spodni i sapiemy jak miechy. (Co z tą kondycją).

Droga prowadzi kawałek pod górkę, za chwilę kawałek w dół - standardowo. W mijanej wiosce przekraczamy Borówkowy Potok Tu zdjęcie, tam koniki na łące, to znów żuczek biegnący po liściu zatrzymują nas w wędrówce. Jesień już się odzywa na liściach kalin i klonów. W buczynach szeleszczą ścieżki, choć przecież to jeszcze lato!!! Nostalgiczny nastrój zbliżającej się zimy - nie cierpię tego. Nie samej pory roku, czy obrazu przyrody, ale tego "umierania" wszystkiego w koło. Za jakieś dwa tygodnie zrobi się naprawdę ślicznie tu, w górach. Na pewno przyjedziemy, żeby je zobaczyć w najpiękniejszym z możliwych zestawie kolorów, ale świadomość, że przez kilka miesięcy będzie zimno i chłodno... brr...

Schodzimy do drogi, która prowadzi nas do Orłowca. Na przystanku PKS pod kościołem zjadamy małe co nieco i znów na leśne ścieżki, do szlaku zielonego. Na połączeniu szlaków stoi szałas, w którym mogą spokojnie przenocować 3 osoby (na stole i ławkach). Mijamy dwóch rowerzystów zziajanych podjazdem, mówią coś o szlakach rowerowych. Nie wiem jak to faktycznie wygląda, ale prawdopodobnie i tutaj są już wyznaczane trasy dla bicyklistów. Prawdopodobnie nie różnią się one szczególnie jakością nawierzchni od tras pieszych (sądząc z odcinka, na którym spotkaliśmy owych rajdowców). Jeśli ktoś ma ochotę pojeździć po górkach ale raczej po asfalcie, to polecam Czechy, gdzie każdy niemalże szlak jest tak właśnie utrzymany.

Na przełęczy Pod Trzeboniem (673 m) zaskakuje nas następny szałas. Tym razem przygotowany nawet na większą grupę osób. Na dole - miejsce ze stołem, na pięterku miejsca na około 8-10 osób.Dolina Złotego Potoku (fot. JD) Obok szałasu przygotowane miejsce na ognisko i kubeł z workiem na śmieci. Co prawda ja byłam wychowywana na dzikich ogniskach, z dala od cywilizacji i razi mnie takie sztucznie stworzone w lesie obozowisko. Myślę jednak, że przy obecnym natłoku w górach ludzi różnego pokroju, np. zostawiających znaki swojej obecności w postaci połamanych, czy poprzestawianych oznaczeń szlaków turystycznych, warto (jeśli jest taka możliwość) dostosować się. Szlak czerwony, według posiadanej przez nas mapy ( Góry Bardzkie i Złote, PPWK im. E. Romera, wyd. V z 1993 roku) prowadzi na Trzeboń (713 m) i tam dopiero skręca w dolinę Złotego Potoku. Tymczasem jednak z przełęczy skręca w prawo i omija sam szczyt.

Schodzimy Złotym Jarem do celu naszej wyprawy - Kopalni Złota. Po drodze mijamy przynależne do niej sztolnie: Książęcą i Czarną, oraz teren dawnego kamieniołomu. Nad brzegami Złotego Potoku wznoszą się hałdy z żużlu pozostałego po średniowiecznej i późniejszej działalności kopalń. Ale to już inna historia...


Do góry ^


Copyright © 1999-2001 Joanna Dereń & Łukasz Maciejewski