|
|
Wycieczka do Nysy została zorganizowana przez SKPS (Studenckie Koło Przewodników Sudeckich) w ramach obowiązkowych wycieczek kursowych. W planach zwiedzania były forty obronne i kilka kościołów, ilością których Nysa wbije na głowę inne tej wielkości miasta. Trudno się dziwić. Niegdyś Nysa była też posiadłością biskupów wrocławskich.
Nasze plany dojazdu były nieco inne niż prowadzącego wycieczkę. Ponieważ nie mieszkam w samym Wrocławiu (jak większość uczestników kursu) mam problem z dostaniem się na wczesną godzinę poranną na dworzec PKP we Wrocławiu, skąd zaczynają się wycieczki. Poza tym, po kalkulacji kosztów paliwa wyszło nam, że dojazd samochodzikiem jest po prostu tańszy. Mogliśmy na dodatek zabrać moją siostrę Danusię. Tak więc my - burżujsko - dojechaliśmy do Nysy autkiem, a reszta wycieczki standardowo - pociągiem. Ponieważ po spotkaniu na dworcu musieliśmy jeszcze na chwilę opuścić wycieczką aby autko odstawić w bezpieczne miejsce umówiliśmy się z wycieczką, że spotkamy się na fortach lub na nyskim Rynku. Bez określenia godziny, bo po co.
Autko odstawiliśmy pod dom wujka i pędem na forty, na miejsce, gdzie jak zapewniał Jaś wycieczka będzie przechodzić. Czekamy pół godziny... godzinę... półtora... Zwiedziliśmy okoliczną część fortów. Nie doczekaliśmy się. Trzeba było pozbierać się do centrum, bo pogoda na takie sobie sterczenie nie była najlepsza.
W centrum pokręciliśmy się kolejną godzinę. Nikogo znajomego nie spotkaliśmy. "Nysa nie jest przecież taka duża, a plan wycieczki był mniej więcej zakreślony. Może wstąpili do knajpy? A może na prelekcję o fortach Nysy, o której głosiły tu i ówdzie plakaty." Kto to wie? Zrezygnowani zaczęliśmy zwiedzanie na własną rękę.
Nysa, jak chyba jedno z niewielu kompletnie zniszczonych przez wojnę, dolnośląskich miasteczek, zdecydowała się na odbudowę. Większość miast o podobnej wielkości, jeśli zostało zburzonych - zbudowano na nowo (np. Strzelin), jeśli przetrwały wojenną zawieruchę - możemy podziwiać do dzisiaj (Ziębice, Paczków). Wiele z tych małych miejscowości "Budowała Swoją Stolicę" oddając co ładniejsze bruki, itp. W Nysie - może ludzie bardziej uparci - zdecydowali się na podźwignięcie z gruzów sporej części miasta. A warto było, bo oprócz ciekawej historii posiada sporo osobliwości i ciekawostek jedynych w swoim rodzaju.
Zacznijmy od Rynku. Głównym elementem przyciągającymi turystów jest gotycki kościół św. Jakuba wybudowany w początkach XV wieku. W jego bryle mieści się ceglano-kamienna hala z ambitem, przekryte wspólnym dachem. Ów dach stanowi jakiś rekord, ale nie pamiętam, czy jest to najbardziej stromy dach w Polsce, czy też posiada on największą powierzchnię, coś w tym rodzaju. W kościele można obejrzeć gotyckie i barokowe kaplice, oraz zespół kamiennych, renesansowych i barokowych nagrobków i epitafiów. Ponadto prezentowana jest wystawa o Nysie przed odbudową. Przy kościele wznosi się potężna, nie ukończona, późnogotycka dzwonnica z XV wieku, nieco nadbudowana kilkadziesiąt lat później.
W innej części Rynku stoi, zbudowany w stylu późnogotycko-manierystycznym Dom Wagi Miejskiej z 1604 roku. Otacza go kilka zespołów kamieniczek późnogotyckich i renesansowych. W przedłużeniu pierzei Rynku kościół Bożogrobców. Obok - kolejna osobliwość tego miasta - chyba jedyne na świecie drzewo rosnące na jezdni. O dziwo, nie wygląda jakby co chwilę ktoś w nie wjeżdżał. Może to sposób na wymuszenie ograniczenia prędkości? - coś w rodzaju górki (drzewka) spowalniającej? Myślę, że podobną funkcję ;-) spełnia średniowieczna wieża, która broni innego wjazdu do Rynku. Za odpowiednią opłatą można dostać się na jej szczyt, aby podziwiać panoramę Nysy i okolicy. Przy panującej pogodzie byłoby to wątpliwą przyjemnością a i widoki nieszczególne - więc zrezygnowaliśmy zeń.
Od Rynku odchodzi ulica Wrocławska, przy której stoi "Piękna Studnia", z kratą - swoistym dziełem sztuki kowalskiej. W pobliżu Rynku znajduje się zespół barokowy dawnego klasztoru jezuickiego z kościołem Wniebowzięcia NMP, Kolegium "Carolinum" z XVII wieku oraz gimnazjum jezuickim i bramą z XVIII wieku. Tutaj pobierał nauki syn Jana III Sobieskiego. W bramie został położony drewniany (!) bruk. Czemu? Może żeby koła powozów nie turkotały za głośno - kto to wie?
Jak pisałam w tytule - Nysa jest miastem kościołów. Rzeczywiście, można ich tu doliczyć kilkanaście w, jakby nie było, niewielkim mieście. Więc: kościół św. Jakuba, Bożogrobców, św. Piotra i Pawła, św. Jana Chrzciciela, św. Dominika, św. Franciszka z Asyżu szpitalny św. Barbary, Zwiastowania NMP, dwa cmentarne: Św. Krzyża i św. Rocha, oraz pewnie jeszcze kilka których nazw nie odnalazłam. Kilka z nich jest zamkniętych dla wiernych i zwiedzających, część już może nie istnieje. Wszystkie świadczą o katolickiej historii miejscowości i takim jej znaczeniu na Śląsku. Obrazu dopełniają klasztory: Dominikanów, Kapucynów i Jezuitów. Wszystko to zostawiło wspaniały przekrój przez sztukę sakralną od gotyku po dzień dzisiejszy.
Oddzielną historię w dziejach Nysy stanowi tradycja militarna, związana z nią rola Nysy i okolic jako "obszaru umocnionego".
Jeśli posiadacie plan miasta Nysy (ja w chwili tego pisania nie mam go przy sobie, będę korzystała z tego co pamiętam więc mogę się mylić co do szczegółów) możecie zauważyć, że od północy Nysa jest zamknięta sporymi fortyfikacjami. Pruskie linie umocnień ciągną się na przestrzeni kilku kilometrów, przechodząc momentami w warowne forty. Zwiedzanie niektórych kazamatów fortowych w pojedynkę może być niebezpieczne, gdyż są one miejscem noclegowym dla bezdomnych, niekoniecznie przyjaźnie nastawionych do "intruzów". Nie jest to oczywiście reguła. Same forty zaś są znakomitym przykładem budowli obronnych. Obejrzeć można nie tylko pojedyncze stanowiska artyleryjskie z pochylniami do wtaczania dział i kazamatami, ale także zapoznać się z systemem bastionowym i kleszczowym budowy fortów.
Do końca dnia nie spotkaliśmy nikogo z wycieczki, z którą mieliśmy zwiedzać miasto. Podobno jak najszybciej zwinęli się z fortów i pół dnia przesiedzieli w knajpie oczekując na otwarcie kościoła Bożogrobców. Wszystkie te osobliwości i ciekawostki, o których piszę powyżej pokazał nam mój wujek, za co mu serdecznie dziękujemy.
Copyright © 1999-2001 Joanna Dereń & Łukasz Maciejewski